Witajcie, a może witojcie? Chcę się Wam pochwalić, że zebrałam potrzebną ilość komórek macierzystych na przeszczep. Ale zacznijmy od początku... Teraz odbyła się teoretycznie ostatnia chemia przed przeszczepem. 2 tyg siedzenia na oddziale, po czym zostałam przetransportowana na bardziej sterylny i zamknięty blok B oddziału hematologii. No tam się można poczuć jak w więzieniu. Wyjść na korytarz nie wolno, okien otworzyć nie wolno, pokoje dwuosobowe. Dobrze, że jeść wolno. Któregoś dnia szybka akcja, odrywają mnie od śniadania i szybko na blok operacyjny, żeby założyć wklucie. Mam już jedno, ale zwykłe centralne, a to jest grube, specjalne do poboru komórek. No i teraz gdzie je zamontować??? Lekarz wymyślił pachwina, ale zdziwił się jak na USG nie pokazało mu żył. Więc została szyja. Gruby wężyk w szyi. No cóż lepiej w szyi niż... Później jazda na RTG, żeby zobaczyć czy dobrze założone. Następnie lekarz przyleciał na oddział i mówi, że mam z nim iść do zabiegowego, bo trzeba...