24 września 2017

Idzie "rak" nieborak....

Powiem Wam, że od poprzedniego posta nic się raczej nie zmieniło... 
Nadal biegam po lekarzach i końca nie widać.. 
Czuję się różnie. Obecnie jestem przeziębiona... 

idzie się załamać. Muszę się wykurować, bo mnie nie wezmą na przeszczep.. Trzeba być idealnie zdrowym, a jak być zdrowym, skoro trzeba co chwilę z domu wychodzić, bo lekarzy się załatwia??? Wchodzę w skupiska ludków i zbieram zarazki. Tu ktoś na mnie parsknie, kaszlnie, kichnie... Czy nie mogą, jak normalni ludzi po prostu się uśmiechnąć, tylko od razu zarazki sprzedają? 



Pozdro

10 września 2017

Idzie "rak" nieborak....

Hejo. 

Czuję się znośnie. 
Sił nie ma, ale to norma, chyba się zaczynam do tego przyzwyczajać 
Obecnie siedzę w domu i latam po lekarzach. Przed przeszczepem mam do zrobienia stertę badań. Wszystko musi być idealnie, aby do niego przystąpić. 
Denerwuje mnie tylko fakt, że znowu nie miałam wakacji... W ogóle nie odczułam, że było lato będąc cały czas w zamknięciu 
Tak więc zazdroszczę Wam ludziska, że mogliście wyjechać, odpocząć i podelektować się piękna pogodą 




Buziaki Di

3 września 2017

Idzie "rak" nieborak....

Witajcie, a może witojcie? 
Chcę się Wam pochwalić, że zebrałam potrzebną ilość komórek macierzystych na przeszczep 
Ale zacznijmy od początku...
Teraz odbyła się teoretycznie ostatnia chemia przed przeszczepem. 2 tyg siedzenia na oddziale, po czym zostałam przetransportowana na bardziej sterylny i zamknięty blok B oddziału hematologii. No tam się można poczuć jak w więzieniu. Wyjść na korytarz nie wolno, okien otworzyć nie wolno, pokoje dwuosobowe. Dobrze, że jeść wolno 
Któregoś dnia szybka akcja, odrywają mnie od śniadania i szybko na blok operacyjny, żeby założyć wklucie.
Mam już jedno, ale zwykłe centralne, a to jest grube, specjalne do poboru komórek.
No i teraz gdzie je zamontować???
Lekarz wymyślił pachwina, ale zdziwił się jak na USG nie pokazało mu żył 
Więc została szyja. Gruby wężyk w szyi. No cóż lepiej w szyi niż... 
Później jazda na RTG, żeby zobaczyć czy dobrze założone.
Następnie lekarz przyleciał na oddział i mówi, że mam z nim iść do zabiegowego, bo trzeba wyciągnąć ten wężyk 2cm, gdyż za głęboko jest włożony.
To wszystko jest z dwóch stron przyszyte po jednej pętelce, więc musiał wyciągnąć szwy, wyciągnąć rurkę 2cm jak chcieli i zszyć.....
No i pytanie: "szyjemy na żywca"?
No szyjemy - odpowiadam 
To są dwa ukłucia, a jakby miał dać znieczulenie, to już jedno ukłucie odchodzi i zostaje tylko jedno. To przecież sensu nie było znieczulać 
Więc byłam szyta na żywca 
Później znowu RTG żeby sprawdzić, czy na 100% dobrze.
Jak już wszystko było ok, to wzięli mnie na pobór komórek, bo już się tyle uzbierało, że nie mogli czekać. Dlatego taka akcja od samego rana.
Wieczorem dowiedziałam się, że uzbierałam potrzebną ilość i można wyjąć wężyk.
Jednak lekarz tak mocno zszył, że pielęgniarka nie miała jak się dostać, żeby skalpelem odciąć pętelki, bo tak mocno zaciągnął, że razem ze skórą.
Całe szczęście, jakoś się udało. Aż miałam płytki oddech, żeby tylko ręki pielęgniarki nie poruszyć, bo skalpel przy mojej szyi nie brzmi przyjemnie 
No to wyciągamy...
Jak chlusnęło krwią.... To brakło nam gazików, a wyciągają tego przecież pełno, więc wprawa jest 
Jak na filmie, gdzie trzymają się za szyję, a krew się leje  
nocóż takie skojarzenie 
Ale w końcu udało się zatamować...
Więc takie przeżycia mi zapewniają w szpitalu 

office

office

office przez lifestyle104 z wykorzystaniem yellow earrings

...

...

... przez lifestyle104 z wykorzystaniem flower jewelry